Luty 2010
 

Luty 2010

Remont sali komputerowej – 26 lutego 2010 r.

Po kilku dniach prac zakończyliśmy remont sali komputerowej. Wymagała już solidnej odnowy. Najpierw usunęliśmy regały z książkami. W ten sposób przenieśliśmy bibliotekę do innego pomieszczenia. Następnie Mateusz Świderski wraz z wolontariuszami rozpoczęli prace murarskie. Sporo kurzu, brudu, ale i nowych doświadczeń. Gdy już ściany były przygotowane nadszedł moment malowania.
O artystyczną stronę wystroju wnętrza sali komputerowej zadbała była wolontariuszka FOPD Paulina Świderska. To ona dobrała kolory, zaprojektowała rysunki i wszystko pomalowała. Po skończonych pracach dzieci pod opieką wolontariuszy doprowadziły wszystko do czystości. W ruch poszły ściereczki, szczotki, mopy, wiaderka.
Teraz już w nowej sali przydały by się nowe komputery. Ale na nie musimy jeszcze trochę poczekać. Tymczasem podłączamy i uruchamiamy dotychczasowe.
Koszałek Opałek

Remont salki komputerowej

Lodowisko – 19 lutego 2010 r.

Zima powoli jakby chciała już odejść. Śniegi zaczęły topnieć, coraz cieplej na dworze. Mimo odwilży grupa dzieci z o. Łazarzem wybrała się na lodowisko do Nysy. Na szczęście lód był dobrze przygotowany i mogliśmy pojeździć na łyżwach. Nie raz był upadek, bolały pewne części ciała, ale to i tak nic. Bo frajda z jazdy na łyżwach była o wiele większa.

Koszałek Opałek

Malowanie, sprzątanie… - 10-12 lutego 2010 r.

W każdym domu co jakiś czas urządza się wielkie sprzątanie. Przeważnie służą temu „wiosenne porządki”. W naszym ośrodku nie czekaliśmy do wiosny lecz wykorzystując czas ferii przystąpiliśmy do pracy. Wolontariusze FOPD przez 3 dni, każdy kiedy mógł, dzielnie pracowali.
Plany rodziły się spontanicznie i były naprawdę szerokie. Zależało nam na gruntownym przejrzeniu rzeczy, które mamy. Ocenienie ich przydatności itd. Pragnęliśmy „ożywić” odrobinę część parterową ośrodka. Tutaj pomysłowość wolontariuszy i ich talent zaznaczyły się wyraźnie. Justyna malowała „kuchenne francki” nad wejściem do kuchni. Inni figurami geometrycznymi malowanymi na ścianach sprawili, że ośrodek nabrał jeszcze większej radości i ciepła.
Inni w tym czasie porządkowali salę plastyczną – ileż tam rzeczy się znalazło! Drudzy natomiast przeglądali kuchenne zaplecze. Chłopaki przy robotach wymagających tężyzny fizycznej. Odnaleźliśmy materace, które wspaniale się „prały” na świeżym śniegu.
Drugiego dnia urządziliśmy sobie kulig po leśnych drogach. Ileż radości i zabawy! Potem o. Łazarz zamówił pizze. Najedzeni mogliśmy jeszcze trochę popracować.
Piękne to były dni, bo nasze! Cudownie pracuje się w gronie przyjaciół. Tylu ludziom należą się podziękowania. Ech…
Koszałek Opałek

Sprzątanie Ośrodka 2010

Ferie u Babci Marysi i Dziadka Franka – 8-9 lutego 2010 r.

Każde spotkanie wnuków z babcią i dziadkiem jest wielką radością. Dobrą okazją do wzajemnych odwiedzin są ferie. Tak stało się i u nas. Grupa dzieciaków pojechała z o. Łazarzem do jego rodziców, czyli Babci Marysi i Dziadka Franka. Mieszkają oni w pięknym domku w wiosce Długołęka tuż pod Wrocławiem.

W poniedziałek cała ekipa zebrała się w klasztorze, by punktualnie wyruszyć o godz. 8.oo na ferie. Droga wiodła autostradą, a potem przez Wrocław, aż do Długołęki. Dziadkowie wyglądali swoich wnuków z niecierpliwością. Wszak miało to być ich pierwsze wzajemne spotkanie. Wcześniej znali się tylko ze zdjęć i opowieści. Jeszcze przedpołudniem grupa dotarła na miejsce. Babcia Marysia kończyła akurat gotować gołąbki na obiad. Dziadek Franek w tym czasie zabrał dzieci na sanki.

Po pysznym obiedzie grupa pojechała pociągiem do Wrocławia. Był film w kinie, był McDonald, było zwiedzanie miasta i poszukiwanie słynnych wrocławskich krasnoludków. Po powrocie była smaczna kolacja. Dziewczyny pomagały Babci Marysi posprzątać w kuchni, chłopaki natomiast z Dziadkiem Frankiem przynieśli ze spiżarki sporo butelek pysznego soku marchewkowego. Wieczorem była zabawa w chowanego w przestrzeniach domu. Były zabawy i gry, a nawet sportowe konkurencje. Aż się nie chciało iść spać. Sen przyszedł jednak.

Następnego dnia synek Babci Marysi i Dziadka Franka, czyli o. Łazarz, zabrał dzieciaki do Aquaparku w Oleśnicy. Zabawa w parku wodnym przyniosła wszystkim mnóstwo radości. Wszyscy zgłodnieli i czekali na babciny obiadek. Babcia ugotowała pyszne kotlety i mnóstwo frytek. Był nawet deser – palce lizać! Czas biegł bardzo szybko, trzeba było się żegnać. Jeszcze pamiątkowa wspólna fotka przed domem. A potem droga powrotna do Głubczyc. Na pewno jeszcze nie raz Babcia z Dziadkiem będą gościć swoich niezwykłych wnuków.

Koszałek Opałek

Ferie z Dziadkami
 

Feryjny wyjazd wolontariuszy – Duszniki Zdr. 1-3 lutego 2010 r.

Ferie to czas zimowych szaleństw. W naszym województwie również się one rozpoczęły. W związku z tym 1 lutego 2010 r. grupą liczącą ośmiu wolontariuszy oraz ojcem Łazarzem wyruszyliśmy do Dusznik Zdroju - malowniczej miejscowości niedaleko Kłodzka. Zabraliśmy ze sobą sanki oraz worki ze słomą - wiadomo do jakich celów.
Ok. godz. 11 byliśmy na miejscu i po zakwaterowaniu się w pokojach oraz małych zakupach ruszyliśmy na górkę. Najlepiej zjeżdżało się na workach ze słomą, ponieważ mieliśmy miękkie lądowanie. Po wypróbowaniu wszystkich sposobów zjeżdżania, wymęczeni i mokrzy, wróciliśmy do pokoi na ciepłą herbatę. Zjedliśmy potem pyszny obiad, a wieczorem urządziliśmy wieczór filmowy.
Drugiego dnia mogliśmy sobie pospać „aż” do 8.00. O 8.15 było śniadanie, potem Msza św. i wreszcie główny punkt programu- wyjście w góry. O. Łazarz, miłośnik gór, zabrał nas na Skały Puchacza. Nie spodziewaliśmy się, że będzie aż tyle śniegu. Momentami było go po pas! Mimo tego dzielnie wspinaliśmy się na szczyt. Po drodze trochę się wygłupialiśmy i robiliśmy masę zdjęć. W drodze powrotnej natknęliśmy się na stok z narciarzami i wpadliśmy na pomysł, żeby zjechać z niego na naszych słynnych workach. Pomysł był wspaniały! Nikt chyba jeszcze nie zjeżdżał z taką prędkością i takim piskiem z górki co my. Po powrocie krótka drzemka, pyszny obiadek, a wieczorem pojechaliśmy do Kłodzka, gdzie ojcowie Augustyn i Jozue z Góry św. Anny organizowali zimowisko dla młodzieży. Zostaliśmy zaproszeni na karaoke. Świetnie się bawiliśmy, lecz niestety czas zleciał bardzo szybko i po dwóch godzinach wróciliśmy do Dusznik Zdr.. Na tym jednak nasz dzień się nie skończył. Urządziliśmy pokaz zdjęć, które zrobiliśmy podczas tych dwóch dni, potem dla chętnych był wieczór filmowy, a pozostali grali w karty. Najwytrwalsi poszli spać dopiero o 2.30!
W środę z powodu złych warunków atmosferycznych oraz faktu, iż góry są tylko dla rozważnych nie mogliśmy zdobyć kolejnego szczytu. Chłopcy byli zawiedzeni, za to dziewczyny przyjęły to z ulgą. Postanowiliśmy więc wybrać się na spacer po Dusznikach Zdr. Odwiedziliśmy pijalnię wód, jednak największą frajdę sprawiło nam lepienie całej rodziny bałwanów. Ubraliśmy je w nasze czapki, szaliki i rękawiczki. Ktoś wpadł na pomysł, aby zbudować napis FOPD z nas samych - była kupa śmiechu, trochę upadków, a efekty widać na zdjęciach.
Tym spacerem zakończyliśmy nasze ferie w Dusznikach Zdr. Po spakowaniu się, podziękowaniu pani kucharce za pyszne jedzonko, pełni cudownych wspomnień, ruszyliśmy do domu.

Ela Antończyk - wolontariuszka

Ferie Wolontariuszy 2010



 
  Od początku istnienia strony jesteś naszym 67006 odwiedzającym.
Dziękujemy i zapraszamy ponownie!
Copyright by FOPD
 
 
=> Chcesz darmową stronę ? Kliknij tutaj! <=